Przestań wyć, przestań wyć, przestań płakać!

Wiem, że mój blog jest fatalny. Moje życie też jest fatalne. Ale radzę sobie. No radziłam. Mam nadzieję, że będzie to ostatni wpis z użalaniem się nad sobą w roli głównej. Bo co 18letnia dziewczyna ma innego do roboty, prawda? Lubię sobie ponarzekać, bo jestem typowym Polakiem. Uwaga, teraz typowo gimbusiarski tekst: Zawsze jest coś co zjebie Ci najpiękniejsze lata życia. Ok, koniec. No co Ty nie powiesz? Patrząc z perspektywy czasu wcale tak nie było. Coś dobrego przerwało monotonię zła. Może jak to raz a porządnie napiszę to to w końcu się ode mnie odczepi i da mi spokojnie wejść w nowe życie. Tylko co? Mam to opisać tak po prostu? Nie wiem ile osób ma adres na mojego bloga, ile z nich to znajomi. A oni chyba nie powinni wielu rzeczy wiedzieć. Zwłaszcza opisywanych na tym blogu. Jednak coś raz wpuszczone do internetu nie ginie, więc może moja historia, możliwe mainstreamowa, polska da komuś do myślenia i będzie to „mądra pomoc”.

Życie z rakiem jest ciężkie.

Dla jasności, to nie ja mam raka, tylko mój tata. Ale kiedy ten rak jest w domu, to czujesz jakby chorowała na niego cała rodzina. Psuje się wszystko. Jeśli „wszystko” w tym przypadku to było dobre słowo. Fajną wiadomość dostałam na święta, prawda?

Tak, święta. Kolejny okres dla handlowych rekinów, którzy błyskotkami wyciągają hajsy z kieszeni biednych Polaków. Ja nigdy świąt nie miałam, w moim domu to dzień powszedni, tylko, że były uszka i barszcz. Jak co dzień była awantura, smród i 3 rundy upicia. Rano, po południu i wieczorem. Prosty schemat, który powtarzał się 365 razy do roku. Rano idzie leczyć kaca, potem śpi, potem idzie na „obiad”, potem znów śpi, wstaje, robi awanturę, idzie na „kolację”, wraca robi większą awanturę i idzie spać. Nie będę opowiadać szczegółów tych awantur, bo to nie jest post „z krainy dreszczowców”. Pamiętam tylko, że się bałam, cholernie się bałam każdego dnia, kiedy znów skoczy na mnie z łapami. A co gorsza skoczy na mamę. Do suk, szmat i pasożytów się przyzwyczaiłam. Nie ruszały mnie te wyzwiska. Zabolało mnie, kiedy powiedział do mamy, że nie jestem jego, że się puściła i takie gówno z niej wyszło. Wtedy nie wytrzymałam. Gdyby nie mama gryzłby piach z nożem w krtani. A teraz musimy się nim zajmować. Boli mnie to, oczywiście. Od 20 maja 2013 roku, bo jego operacji serca mamy problemy. Wszystko się w nim pierdoli, ale oczywiście to wina lekarzy. Przechlał sobie zdrowie, a my musimy się nim zajmować. Bo kto inny się nim zajmie? Teraz leży w klinice, czeka na endoprotezę i wyniki biopsji. Ale i tak wiemy, że to rak. Bo co innego. Jego głupota kosztowała mnie życie.

Uciekałam do internetu, żeby mieć święty spokój, nie czuć tego mięsa w powietrzu. Atmosfera naładowana metanem. Ale kiedy teraz kłócę się z mamą, tracę z nią kontakt to wiem, że jest gorzej niż źle. Dla jej dobra, by sama nie musiała się nim zajmować zrezygnowałam z tego co kocham. Zrezygnowałam z Zachodniopomorskich Łowców Burz. Musiałam. Przepraszam Was za to, wiem, że obiecałam Wam wiele na przyszły sezon. Ale i dziękuję Wam za ten. Dzięki ZŁB ten rok, przynajmniej pół stał się wręcz cudownym. Musiałam też zrezygnować z wolontariatu. Przed samym finałem Szlachetnej Paczki musiałam odpuścić. Mam nadzieję, że moje Rodziny będą szczęśliwe, że w jakimś stopniu im pomogłam. Zawsze coś. Tak to sobie tłumaczę. Że jednak coś zrobiłam. Ale skończyło się. Teraz będę więźniem we własnym gnoju. No cóż, zdarza się.

Ten wpis jest ostatni tego typu. Po prostu chciałam się wyżalić. Chcę do tego jak najmniej wracać. Może 1 styczeń przyniesie coś lepszego? Do tego czasu chcę wyprowadzić bloga na prostu, chcę wyprowadzić go z tego marazmu. Koniec smęcenia, trzeba żyć. Nie wiem jak bez moich dwóch największych celów, ale trzeba.

  3 comments for “Przestań wyć, przestań wyć, przestań płakać!

  1. 10 grudnia 2014 at 10:02

    Sytuacja nie do pozazdroszczenia. Polecam Ci książkę „toksyczni rodzice” i skupienie Się na jak najszybszym usamodzielnieniu się poza tym gniazdem.
    Na pewno łatwo nie będzie, trzymam kciuki

  2. Kr4kers
    10 grudnia 2014 at 17:33

    Masz zajebiście silny charakter, że potrafiłaś skupić się na pisaniu, pośród tego gówna, które spłynęło na Twoje życie. Ja podczas moich smutnych dni (które przy, prawdziwych problemach wypadają marnie) nie miałem siły pisać. Teraz wychodzę na prostą i robię co mogę, żeby się rozwijać. Trzymam kciuki za Ciebie, bo dobrze piszesz i z Twoją siłą masz okazje prawdziwie motywować ludzi.

  3. Andzix
    16 grudnia 2014 at 20:18

    Sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Nie jestem w stanie Ci pomóc, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji… Jedyne co to mogę sobie wyobrazić co czujesz i Ci z całego serca współczuć.
    Ale to na prawdę niesamowite, że mimo twojej ”nieciekawej” sytuacji zdecydowałaś się pomagać innym w wolontariacie. Jesteś bardzo silną osobą i udowadniasz to na każdym kroku.

    Pozdrawiam i trzymaj się 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *