Infantylizacja

Ten post kilka miesięcy temu miał nazywać się „Wahadło”. Bo jeszcze wcześniej moje życie się bujało. Raz w jedną, raz w drugą stronę. Jakoś sobie z tym radziłam. Teraz prawie wcale. Równia pochyła. Dzieje się zbyt dużo, a jednocześnie za mało, by cokolwiek wyważyć i ogarnąć jako taką stabilność.

Czy przeprowadzka do Szczecina była dobrym pomysłem? 

Z pewnością… nie wiem. Ale wiem, że ciężko byłoby mi wrócić. Przyzwyczaiłam się do pewnego poziomu życia. Do swobody. Własnego (tak tylko trochę) mieszkania. Do dostępności wszystkiego. I do kablówki z Comedy Central 24/7. Nie no, gdyby nie przeprowadzka nie miałabym matury, studiów, nie obchodziłabym pierwszej rocznicy mojego związku, najdłuższego w życiu związku.

Bardzo często zastanawiam się co ja tutaj robię, czy się nadaję do takiego życia. Czy i co jest ze mną nie tak, że nie umiem się w pełni zaaklimatyzować. Być może to z powodu mojego tygodniowego przesiadywania w domu? Kiedy myślę o tym teraz, tak na spokojnie, to wcale nie jest mi tu źle, ale jak dostanę swojego pierdolca, to już nie jest tak różowo.

Inżyniera mi się zachciało. 

W całym tym szczecińskim zagmatwaniu dostałam się na studia. Szarpnęłam się na transport. Po miesiącu stwierdzam, że wcale nie chcę tam być. Ani trochę. Ani moja uczelnia, ani mój wydział, ani mój kierunek. Chyba powoli zaczynam wiedzieć, że spedycja i transport nie są dla mnie. Pół roku dojrzewałam do tej decyzji. A zaczęło się od jednej głupiej pracy dodatkowej. Bramka na imprezie. Potem na drugiej, trzeciej. Potem szkolenie, służba informacyjna i porządkowa. Może nie jako zabezpieczenie. Jako produkcja. Chcę robić eventy. Może w tej materii będę dobra. Czas zacząć cokolwiek w tym kierunku.

Dosyć użalania. 

Tak bardzo denerwują mnie osoby, które ciągle i ciągle mówią jak to im źle w życiu. I tu jestem zajebistą hipokrytką. Potrafię dogryźć, dogadać, ale jak w drugą stronę to moment i ryczę. Zgubiłam gdzieś swoją tarczę.

 

Zdaje mi się, że zaczęło się to, gdy pierwszy dopuściłam do siebie uczucia. Te wyższe uczucia. Albo może wydoroślałam i zaczynam dostrzegać rzeczy, których nie widziałam jako dziecko. Odkąd rozpoczęłam życie społeczne coś się dzieje, zazwyczaj niedobrego. Powinnam być na to przygotowana. Przynajmniej świadoma. Ale nie byłam i chyba nadal nie jestem. Mój błąd. Moja kara.
Słono za to płac(z)ę. 

A przecież wcale nie mam tak źle. Mam lepiej niż jakieś 80% ludzkości. Mam dom. Nieważne, że wynajmowany. Mam chomika. Nieważne, że robi kupy za klatkę. Mam maturę. Mam studia. Byle jakie, ale są. Mam rodziców. No tak 55%, ale mam. Mam pieniądze, tzn nie mam, ale to co chcę to mam, zwłaszcza jak usram się na jakąś paletkę cieni. Mam miłość. Mam mężczyznę. I to nie byle jakiego. Jedyna część mojego życia, która nie jest połowiczna, bądź prowizoryczna. Jest w pełni uwarunkowana jego głupotą, że wciąż chce ze mną być. 😀 A tak naprawdę, to coś jak najbardziej poważnego, stabilnego, bezwarunkowego, jakie kiedykolwiek miałam i miałam okazję doznać.

Chyba każdy człowiek ma takie zwątpienia. Chwile, dni, ale nie kurwa miesiące. Na pewno się to nie skończyło, ale już (albo nareszcie) potrafię to nazwać. Pierdolec. To jest proszę Państwa zwykły, najzwyklejszy pierdolec. Ale oczywiście wyolbrzymiony, bo nikt jak ja nie potrafi hiperbolizować.

Te tygodnie były niezwykle ciężkie, kiedy radzisz sobie bez osoby, której ufasz w 110% Kiedy jesteś ignorowany, może nawet nieświadomie, ale jesteś. I widzę, że nadal nie dotarło. No do mnie też. Nie dociera do mnie jak można zdradzać ludzi. Myślę, że to zdrada wyższego stopnia. Przeżyłam kilka, ale zdrada najlepszego przyjaciela boli najbardziej. A może nie najlepszego? Kto wie. Po tylu latach ciężko się odzwyczaić od nazewnictwa. Ciężko zmienić rutynę w postaci codziennych godzinnych rozmów. Od uspokajającego tonu głosu i klasycznego: „Patka, ogarnij się.” Nigdy tak nie prosiłam o atencję. Może by tak nie bolało. Ciężko rozstać się od sztabu doradczego w składzie człowieka, kocura i chomiczki. Biedne truskawki teraz są bez smaku.

Mamy nowy miesiąc. Może nowe możliwości. Pomyślę o karnecie na siłownię.

PS Polecam nowego Thora, jedna z lepszych części całego MarvelUniverse.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *