Pressure of time.

Storm is coming…

Dawno mnie tu nie było. Ale może to i dobrze. Im niej się moja schizofrenia rozprzestrzenia tym lepiej. Nie mogę wyjść z podziwu, że moi bliscy nadal są moimi bliskimi. Przecież jestem taką suką. Taką egoistką. Mówię, że mi źle, nie patrząc jak bardzo robię źle wszystkim wokół. Odgradzam się. By było lepiej. A jest gorzej. Nie rozumiem czemu. Przecież nie jestem aż tak ważna. W ogóle nie jestem ważna. Ja tylko się staram być, kiedy ktoś tego potrzebuje. Porozmawiam, wysłucham, być może doradzę. Uspokoję. (!) Ale kiedy ja potrzebuję być sama, to właśnie tylko tego chcę. Potrzebuję ciszy. Nie potrzebuję atencji. Nie będę nikogo zarażać moim rakiem mózgu.

Ale faktycznie potrzebuję kopa w tyłek. To co odwalam ostatnimi tygodniami to jakaś masakra. Sama nie wiedziałam, że do tego jestem zdolna. Najwyraźniej nie znam się na tyle dobrze, by żyć wśród ludzi. A takie mam właśnie marzenia. I jedno jeszcze większe.

KIEDY JA SIĘ ODPOWIEDZIALNOŚCI NAUCZĘ?

Dlaczego nie mogę być jak normalnie 20-latkowie? Bez żadnych wahań nastrojów i innej niestabilności emocjonalnej, po prostu spiąć dupę i walczyć o marzenia, bez wkurzania wszystkich wokół.

Ostatnie podejście. Jak nie to szukam mostu, bo Cłowy rozebrali.

To my town of strangers. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *