Ryk drzew.

Wiem, nie było mnie tu więcej niż długo. Ale chciałam.. W sumie nie wiem co chciałam. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nadal nie wiem. Może wiem. Wiem więcej, niż w ostatnich tygodniach. Miałam 50 podejść do posta z puentą, że zagościła stabilizacja w moim życiu, ale za każdym razem zdążyło się coś skopać. Ale chyba teraz już jestem po punkcie kulminacyjnym.Gorzej raczej już nie będzie. I w pracy i w życiu prywatnym.
Chociaż vw sumie nie powinnam tak mówić. No kurde nie wiem. W paczce jest super. Ekipa jest cudowna. Rodziny mega waleczne. No po prostu działając, będąc SuperW czuję, że żyję. Robię coś. Nie tylko dla Rodzin. Dla siebie. Ratuję swoje człowieczeństwo. I nie gniję. Kocham pomagać ludziom. Wtedy też pomagam sobie. Rozwijam się. Dla mnie to jest ten feedback. Nie tylko najpiękniejszy widok na świecie – szczęście innego człowieka. Nie wiem co mam na ten temat powiedzieć. No, bo to jest prosta sprawa: pomoc = szczęście. I ja jestem szczęśliwa, i osoba, której staram się pomóc. Nabieram sił do działania. Czuję, że mogę wtedy zdobyć cały świat. Wiem, nie zbawię go. Bo moje 152 cm wzrostu niewiele mogą.
Chociaż momentami lubię ten mój wzrost. Na przykład, kiedy się wtulam w czyjeś ramiona. Ale to nie jest temat do ogadania. Nie tu. Nie teraz. Choć chciałabym bardzo to uzewnętrznić, uwolnić. Tyle myśli się kotłuje w głowie. Tyle dodatkowych uderzeń serca, ciągle podwyższone ciśnienie, świecące oczy i rumieńce na policzkach. Brakowało mi tego. Bo teraz jest inaczej. Lepiej. Więcej kontroli. Samokontroli. Więcej dbania o siebie i własne bezpieczeństwo. Więcej czasu, więcej słów, więcej, więcej, więcej! No i w sumie tyle mogę na ten temat powiedzieć. Działam i się nie poddaję. Nie mam już wizji, nie mam oczekiwań, nie mam marzeń. Pozwalam, by samo wszystko się rozwijało.
W ten sposób skończyły się dobre rzeczy. Chociaż nie. Jest jeszcze terapia zajęciowa. Najlepsza szkoła, do której chodziłam. No bajka po prostu! Wiąże się to z praktycznie całkowitą rezygnacją z życia towarzyskiego, niespania, przedawkowania kawy, schudnięcia, ale to też cudowne 12 dziewczyn, genialna atmosfera, wsparcie. To tak naprawdę mój odpoczynek. Psychiczny. W pracy mam jak mam, zostawię to bez komentarza. Kocham moją pracę. Moich podopiecznych, ale co z tego. Nie chcę w to brnąć. Nie chcę się denerwować. Nie chcę płakać. Chcę korzystać z ostatnich chwil z moimi podopiecznymi.
Mogłabym rzec: „Witaj w hotelu Marmur.” Uwięziona między dwoma obliczami. Tutaj z jednej strony pełna mocy do działania, kipiącej ambicji. A z drugiej pełna niepewności, wątpliwości, bez stabilności, z chwiejącą się przyszłością.
Uśmiechnięty kłębek nerwów. 20161014_152400 PS Nauczyłam się robić na drutach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *