Mefista.

Nie, nadal nie dorosłam. Gdybym dorosła to bym tu nie pisała. Dotrzymała złożonej sobie obietnicy. To tylko pokazuje jaka słaba jestem. Jakim jestem tchórzem i hipokrytą. Jałowym bytem. Bezosobowcem. Błędem ewolucji. Sama siebie przerosłam w swoich oczekiwaniach. I staczam się. Tak, prosto na dno. A może już tu jestem? Maska mi się zdziera, a mechaniczne ruchy zaczynają się zacinać. Mój egzoszkielet upada. A ja razem z nim. Jak jesteś astronautą, to pozdrów moje ego. Ono nie jest tak wybujałe, ono uciekło. Moja ostatnia podpora. Już nic nie trzyma moich wartości. Nawet moja wyobraźnia.

 

Nie, nie mam nic więcej do powiedzenia. Bo nie mam do kogo. Moja ruletka ma same zera, czarne dziury, po osobach, które były. Ale ich nie ma. I nie będzie. Zniknęli. Tyle w temacie. W planach był ogromny tasiemiec, ale po co? Jak można ująć wszystko praktycznie w dwóch słowach:

Skończyłam się.

 

Chyba trochę za późno, by upaść jeszcze niżej.

Dodaj komentarz