Pastempomat.

Kurde, ale ten kawałek jest dobry. Ukradnę tytuł od Roguckiego. Istna wizja dźwięku. Tytuł, muzyka, klip. Wszystko jest całością. I właśnie o ten tytuł się rozchodzi. Kurde. Mam kilka interpretacji. Ale nadal czuję, że to jeszcze nie jest właściwe sedno. Kocham i nienawidzę otwartych kompozycji. Nigdy nie czuję się na tyle dojrzała, by móc dokładnie, doszczętnie przejrzeć dane dzieło. Że gdzieś jest tam więcej. I tak też jest ze mną. Szukam siebie. Gdzieś jestem. Gdzieś jest więcej mnie.

(Piszę ten post, a za oknem błyska się i grzmi, na szybie są krople z poprzednich komórek, co można sobie więcej wymarzyć? Obecności. Sama przestaję się czuć przy sobie. Staję się robotem, który robi wyznaczone zadania w określonych godzinach. To chyba przez to, że za mało na blogu piszę. Kotłuje się we mnie. Nie lubię tego. I nie lubię odkrywać w sobie tego, że się zmieniłam. Tak wiem, ponoć każdy się zmienia. Tylko ja bym nie chciała. Odczuwam przede wszystkim, że się spłycam. Brakuje mi sztuki. Brakuje mi interpretacji. Nawet w poście o burzach dzisiejszych wieje taką biedą. Wstyd mi.).

Chyba tu jest miejsce, gdzie powinnam szukać siebie. Nie w sobie. Bo tam za duży bałagan jest. Tu w jakiś sposób uporządkuję to co myślę. We mnie szaleje burza. Gorsza niż ta za oknem. Gwałtowniejsza. Sucha.

I znów mi się wątek urywa. No co jest?! Tak właśnie się czuję. Poszarpana. Nie wiem od czego. Pewnie wiele tego jest. Zbyt wiele.

DSC_0211

 

Dodaj komentarz