Never stop chasing.

Nie wiem czy taki post był czy nie. Ale to czas, by ten tytuł tu był.

Dziś 25.06.2016 r. i zapisze się jako jeden z najbardziej burzowych dni tego sezonu w Mielęcinie. Prawie 3 burze. I konwekcja nadal trwa.

Czuje jak naładowałam baterie. To jest taki stan, którego się nie da opisać. Porównywalny do uczucia po igle. Uzależnienie. Zwłaszcza po ostatniej Saharze burzowej. Cała Polska dostawała bęcki, a zachodniopomorskie błagało o jakiekolwiek uderzenie.

A dzisiaj stało się. Uderzyło. Konkretnie. Zaczęło się mammatusami. Potem zerwał się wiatr. I zaczęło lać. Mimo, że ten microburst był piękny, czysta siła żywiołu, ale stratowała mi ogródek. Wody było po kostki.

Właśnie tego mi brakowało. Tego dreszczyku. Tego powietrza. Deszczu. Wiatru. Każdego elementu, który składa się na niewymierną wspaniałość tego zjawiska.

IMG_20160625_165437

Czuję się oczyszczona.

Dodaj komentarz