Co do dnia.

Wiecie, że minął rok odkąd byłam w Warszawie? Dlaczego w Warszawie są najlepsze koncerty? Najlepsza zabawa. Mimo wspomnień, osób, których nie chcę znać, ani pamiętać, to właśnie tam przeżyłam swoje najlepsze koncerty. Może dlatego, że one takie drogie były? Warto!

Ale od początku. Bo to jeden z najlepszych weekendów w moim życiu. Bardzo się cieszę, że pojechałam sama. Tak, teraz praktycznie przy każdym wpisie będę to podkreślać. Bo jestem wolna! Aaaa!

Pomińmy wątek PKP i jazdy w obie strony w zatłoczonym przedziale. No może oprócz Arka, studenta chemii, z którym tak się zagadałam i o mało nie przegapiliśmy swojej stacji i z tego wszystkiego zostawiłam w pociągu swoją ulubioną koszulę. 🙁

Warszawa jest cudowna! Zwłaszcza gdy Twoim przewodnikiem jest najlepszy brat na świecie! Nieważne, że cioteczny. Brat to brat! Zobaczyłam kolejne cudowne miejsca, narobiłam zdjęć. Dużo rozmawialiśmy. Takie rozmowy są ważne. I najlepsze. Bo masz rozmówcę na poziomie, który Cię rozumie. Poznałam też Paulinę i odwiedziłam moje dziewczynki. Takie dwie blond bomby energetyczne!

20160611_153534

Snapchat-7953626853148429480

W pierwszy dzień zobaczyłam Łazienki, Wytwórnię Filmów Fabularnych, Kopiec, Teatr Roma. No i centrum.

20160610_182108

W Warszawie naprawdę można się zakochać. To miasto to taka zbiorowość, ale każdy dla siebie jest obcy, naturalnym jest widok osób w oryginalnych outfitach, robiących sobie selfie, bo każdy żyje dla siebie. To nie tak, jak tutaj, że chcesz zrobić sobie zdjęcie, to patrzą na Ciebie jak na dziwaka. A mam mnóstwo zdjęć, ale one są u Kacpra na aparacie. 🙁

Sobota to był Wilanów. Cały dzień. I warsztaty z kaligrafii. No widać, że z Kacprem rodzina, bo jak się wciągnęliśmy, to ponad godzinę nie mogliśmy się oderwać. Pałac jest cudowny. Momentami można było się poczuć jak w Top Kappi, jak we Wspaniałym Stuleciu.

20160611_131711 20160611_152154

A potem było to, co misie lubią najbardziej! Coma! I to jak: SYMFONICZNIE! W tramwaju nie mogłam już usiedzieć, liczyłam przystanki. Weszłam i co? I ludzie siedzą. Jak tak można? W ogóle o co chodzi? Ale  już po chwili ogarnęłam ekipę do pogo. Marcina, Anielę i Michała. Zarąbiści ludzie i ostatnia dwójka oczywiście z okolic, bo ze Szczecina! Sami swoi wszędzie. To my zaczęliśmy się obijać o siebie i rozpętaliśmy pogo takie, że Roguc wołał: NIE ZRÓBCIE SOBIE KRZYWDY! No siniaki do tej pory są. Ale one mają być cały czas. Zagrali te kawałki co chciałam. Nagrałam, narobiłam zdjęć. DOTKNĘŁAM ROGUCA. Nie myję od tamtego czasu prawej ręki. No koncert trwał 3 godziny. Rozumiecie? 3 godziny Comy Symfonicznie! No i po koncercie szlajanie nocą po Warszawie. Jazda tramwajem bez biletu. Byłam bez dokumentów, pieniędzy, okularów i ledwo żyjącą baterią. Warto było!

20160611_230811 20160611_210334

Dodaj komentarz