W kilku nie do końca pięknych słowach.

Ten post, te słowa kotłują się we mnie już od dawna. Może tym razem uda mi się napisać ten post od początku do końca. Żeby wyglądał tak, jak bym chciała. Ostatnimi czasy miałam jakąś dziwną, przeraźliwą blokadę. Miałam słowa przygotowane w głowie, ale nie mogłam ich uzewnętrznić, nawet najlepszemu przyjacielowi. Zbiera się to we mnie i odkłada. Fermentuje. Niszczy mnie od środka. Psuję się.

Tak było do czwartku. Nastąpił moment kulminacyjny. Miarka się przebrała. Potrzebowałam takiego kubła zimnej wody na głowę. I jest lepiej. Po godzinach przemyśleń jestem w stanie zamknąć te 8 miesięcy. I mogę oficjalnie stwierdzić, że 2015 to najgorszy rok w moim życiu. Teraz zaczynam czuć, że 2016 jakby dopiero się zaczął. Nowy początek. Wszystko od nowa. I zaczęte w moim stylu. Na koncertach i z burzami. I satysfakcją.

Od miesiąca mam staż w Urzędzie Gminy w Krzęcinie. Jestem przy organizowaniu różnych eventów. To jest to, w czym się dobrze czuję. Mimo tego, że jestem bardzo przemęczona i nie mam czasu na nic. To jestem zadowolona. Bo to jest mój żywioł – działanie. Nigdy przenigdy nie dogadam się z osobami, które są leniami, mają na wszystko wbite, bądź odkładają wszystko na ostatnią chwilę.

Opiekuję się też moimi podopiecznymi w Środowiskowym Domu Samopomocy. Nawet nie wiecie jak ta praca satysfakcjonuje. Każdy dzień to jakaś lekcja. I dla nich i dla mnie. Ale na to trzeba osobny wpis poświęcić. Znów dowiedziałam się tego, że nie każdy się do tej pracy nadaje. I bardzo dobrze. Nic na siłę. A podopieczni nie mogą się męczyć. Wcale nie jest taką prostą sprawą pozyskać ich zaufanie. Jestem z siebie dumna, że udało mi się to osiągnąć.

Może to dlatego, że jestem otwartą osobą. Wbrew wszystkiemu, umiem słuchać. Owszem, uwielbiam być słuchana, gadanie to moja wizytówka, ale wiem co ktoś do mnie mówi. I rozumiem. Jestem w stanie udzielić sensownej odpowiedzi, nawet rady. Dzielę się swoim zdaniem. Mimo, że często nie pokrywa się z opinią innych, ale jednym z praw człowieka jest prawo do własnego zdania, więc konsekwentnie z niego korzystam. Chociaż już usłyszałam stwierdzenie, że jestem łatwa. Osobiście wyrąbałabym tej osobie w ryj za takie stwierdzenie (to tylko kwestia czasu). Nie rozumiem dlaczego to, że jestem nastawiona pozytywnie do ludzi odbija się na mnie tym, że albo jestem wykorzystana (nie, nie tak :D), albo zwyzywana i zraniona. Czy mam być chamskim, egoistycznym bucem? Czy to jest sens istnienia? Ograniczanie się do kilku osób, które aż nazbyt często są toksyczni? Już nauczyłam się takich rozpoznawać i z nimi nie trzymam. Szkoda zdrowia.

A teraz jestem sama. W sumie nie sama. Mam cudownych przyjaciół, mamę. Mamę, która jest przyjaciółką i największym trollem w tym domu. Bycie singielką to jednak to, co jest mi pisane. Jestem w stanie się realizować tak jak chcę. Nie muszę się martwić o brak czasu, sił. Bo działam dla siebie. Inwestuję w siebie. To nie ma sensu, kiedy przy każdym kroku musisz patrzeć, czy to, samorealizacja nie przeszkadza tej drugiej osobie. I słuchać fochów, kiedy przeszkadza. Czy jest wtedy warto? Nawet mając taki nawał pracy jestem w stanie znaleźć chwilę, by pojechać na koncerty, spotkać się z festiwalowymi ekipami. Myślisz o sobie. I to jest dobre. Bo nie kisisz swoich ambicji. Realizujesz je. Uwielbiam ten stan. Tak jak to, że teraz piszę na blogu. Mam nadzieję, że teraz postów będzie więcej. Bo będę miała o czym pisać, a nie o ciągłych kłótniach i wzajemnym czepianiu się i zwalaniu winy na mnie. Ale sram na to! Witam w czerwcu 2016. Miesiącu, który zaczął się już dwoma koncertami, wyjazdami z podopiecznymi, spotkaniami z bliskimi i konkretnym, realnym planem edukacji burzowej. Tak, będą retrospekcje, będą chwile słabości, pod tytułem chęć przytulenia się etc. Nie ma rzeczy, z którą sobie nie poradzę (oprócz matematyki). 20 lat dawałam sobie sama świetnie radę, to czemu ma teraz się nie udać? Jestem niezależna. Jestem silna. Dam radę. I obiecuję to… sobie! Bo ja się liczę w tym czasie, bo zadzwonił ostatni dzwonek na wyprowadzenie mojej szkoły na prostą. Poradzę sobie w bólami głowy, z niekompetentnymi lekarzami i wrednymi pielęgniarkami. Napiszę wszystkie zaległe posty (chyba jest ich 6). Zaktualizuję wpis o sobie, bo przecież nie jestem już dziewczyną Amadeusza. Teraz oceniam to jako cudowne uczucie. Dusiłam się. Nie miałam własnego zdania i „histeryzowałam”. Jedyną rzecz, którą sobie zarzucam to to, że tak bardzo nie poznałam się na tej osobie. To była nieodpowiednia chwila. Chwila słabości. Już nigdy więcej sobie na to nie pozwolę. Mam nauczkę. Nie ufać bananowym smakom.

Niby nowe, a wraca stara Patka. To tak jak auta. Teraz stare auta są najpiękniejsze.

DSC02274

 

Z wyrazami szczerej niewdzięczności.
Dla skurwysynów nie mamy litości.

Dodaj komentarz