Hydroxyzinum.

A witam, witam. Dziwny ten miesiąc był. Mocno pod górkę. W domu, z rodziną (K, trzymaj się!), w szkole. Przede wszystkim w szkole. Od tego bólu, pierdolca i „niskonapięciowych bóli głowy” wszystko się pomieszało. Czuję się jak jakaś psychiczna. W sumie jestem. Badanie mózgu, psychotropy, siedzenie w domu, brak panowania nad sobą. Wszystko się zgadza. Nigdy bym nie pomyślała, że kiedyś będę mieć takie badania jak w Dr House. Zaczęło się od tomografii, potem eeg w Szczecinie. Przypinanie elektrod do skóry, by sprawdzić, by mózg dobrze działa. O dziwo wszystko jest dobrze, jednak fale są o małym napięciu. I niby to główna przyczyna moich 3 miesięcy wyłączenia się ze społeczeństwa i zaprzepaszczenia sobie przyszłości. Bo jak już miało się układać. Szkoła, matura, praca, to nie. Zawsze coś. I ta odpowiedź „To napięcie zbierało się w pani długo, więc tyle samo będzie schodzić.” Pocieszające. Zalecana terapia bio-feedback. Bo na pewno da mi się wmówić, że będzie dobrze. To już serio wolę wziąć moją hydroksyzynkę  i iść spać. Pani w Szczecinie podpowiedziała mi, że można szukać sposobu uwolnienia emocji, by w sobie wszystkiego nie trzymać, bo to czynnik bólu. Dziwne, bo zawsze wydawało mi się, że umiem rozmawiać o tym co mi w głowie siedzi. Jak widać, myliłam się. Cóż, człowiek uczy się całe życie. I tak myślałam, o tym jak mogę wyrzucić z siebie, myśli, emocje, stres, jakkolwiek by to nazwać, to tak: do gitary nie mam kabla, na książkach skupić się nie mogę, do DIY ostatnio straciłam zapał. Ostatnio chyba tylko motylki robiłam…. Więc padło na pisanie. Lubię to robić. Nie wiem czy idzie mi to dobrze, czy źle, ale chyba to jeszcze jakoś zbyt szybko nie wyprowadza mnie z równowagi. Więc padło na pamiętnik. Tutaj nie opiszę wszystkiego co mnie męczy, bloga nie mam wszędzie. A zeszyt wezmę ze sobą w każde miejsce. Najlepiej gdyby to była huśtawka. Uwielbiam huśtawki. Mogłabym na nich bujać się całymi dniami. Tworzą taką melancholię. Kiedy unosisz się do góry i czujesz w brzuchu takie dziwne mrowienie. I mózg tak jakby stał się jakieś 10 kilo lżejszy. Chcę mieć swoją huśtawkę. Nie taką jak w filmach, że pnące się kwiatki, biała i bla bla bla. Tylko taką zwykłą. Dwa sznurki i deska. Starczy. Dla mnie to będzie naprawdę bardzo wiele znaczyć.

12436523_996498477078638_1522007155_o

I tak sobie opisuję w nim wszystko. Otwieram go kiedy chcę. Za parę tygodni zobaczymy czy pomaga. To musi się sprawdzić w szkole. Tak, bo trzeba do niej wrócić. W ogóle sobie tego nie wyobrażam. Po 3 miesiącach? Nie wiem jak spojrzę w oczy nauczycielom, Klasie. Nawet się o mnie pytali. Nie spodziewałam się tego, ale to bardzo miłe. Naprawdę. Wiedzieć, że ta Klasa to nie jest tylko zbiorowisko losowych osób. Ale co straciłam to już nie odzyskam. Tyle materiału – niewykonalne, by to nadrobić. Nie wiem ile mam jedynek i nieklasyfikowań. Chyba łatwiej policzyć z których przedmiotów mam pozytywną ocenę. Czas stawić temu czoła. Dopóki nie zacznie boleć. I nie wywalą mnie z tej szkoły za absencję, albo moje tabletki.

Milszym akcentem była tegoroczna edycja Szlachetnej Paczki. Była cudowna. W dodatku uczestniczył w niej Amadeusz. Był ze mną w tych najważniejszych chwilach. W chwilach wręczenia paczek. Wtedy kiedy najbardziej chciałam, żeby był. Rodziny miałam cudowne, waleczne, Darczyńców przewspaniałych, szczerych. Lepiej tego Finału sobie wymarzyć nie mogłam. No może gdyby Kamil nie zawalił, ale to było do przewidzenia. Kocham tę magię Paczki, kiedy ludzie się jednoczą, razem stawiają czoła głównemu wrogowi: biedzie i wykluczeniu społecznym. Każdy z Nas, Rodzina, Darczyńca i SuperW uczą się na każdym kroku realizowania Paczki. I dociera do nas to, że nie jesteśmy sami na tym świecie. Mimo, że system o nas zapomniał, to ludzie nadal są ludźmi. I mają serca, które można otworzyć na innego człowieka. I jest to naprawdę bezpośrednia pomoc. Moi cudowni Darczyńcy postanowili wraz ze mną odwiedzić Rodzinę i osobiście przekazać im przygotowany Prezent. 

12366585_989620844433068_535294231_n
12359612_204378766561738_1062500418_o
Ten okres był bardzo zwariowany w moim życiu. Okazało się kto jest prawdziwym przyjacielem, a kto nie. Kto jest wart poświęceń, a kiedy przebywanie z kimś to zwykła strata czasu. Czas i okoliczności same zrobiły czystkę wśród „bliskich”, ukazało się ich prawdziwe oblicze. Warto czasem poświęcić trochę czasu i poobserwować, poczekać na rozwój sytuacji, pozwolić, by wszystko toczyło się swoim torem, słuchając, który kończy się przepaścią i nawet na niego nie wchodzić. Stwierdzenie, że wiem, komu mogę zaufać, jest stwierdzeniem bardzo względnym, bo to wszystko się zmienia. I niech to tak trwa. Ludzie się zmieniają. Zmieniają się upodobania, poglądy, emocje. Nie mówię, że ja się nie zmieniłam, bo zmieniłam się bardzo. Nie tylko przez leki. Ale i przez to, co się dzieje. Więcej w moim pamiętniku, który prędzej spłonie, niż da się otworzyć komuś innemu niż mi.
12356160_204378809895067_2127573391_o
Jutro Woodstock! Nasz pierwszy wspólny.
Ostatnio wszystko robimy wspólnie. To chyba dobrze.

 

Dodaj komentarz